Zmarszczyłem brwi i odwróciłem się w stronę dźwięku. Nagle z krzaków wyskoczyło... No właśnie. Nie miałem pojęcia, co to było. Było wielkości grizzly, jak nie większe. Było czarne, lub ciemne, nie było do końca widać koloru. Wyglądało jak ogromny wilk, większy, grubszy i groźniejszy. Odsłoniłem nieco zęby, kły mi się wydłużyły, warknąłem. Zwierzę ryknęło i przygotowało się do skoku. Zasłoniłem Alyss sobą, przykucając jak drapieżnik.