-Moi, zanim zginęli w pożarze dziesięć lat temu, też mnie niezbyt tolerowali. Przez te nasze... niezbyt dobre relacje, ludzie mieszkający tutaj zaczęli mówić, że to ja podpaliłem ogród, żeby się zemścić. A mnie tu nawet nie było. Gdy wróciłem ze szkoły, chciałem im pomóc, ale było już zapóźno, a mnie uratowali tylko z potwornymi poparzeniami. - pokręciłem głową. -Dwa dni po pożarze wszyscy ludzie stąd po prostu zniknęli. Szukałem ich, nawet włamałem się do kilku domów. Jedyne, co zastałem, to nienaruszone jedzenie, wszystkie rzeczy domowego użytku, wszystkie ubrania, jakby w jednej chwili zasiadali do śniadania, a w następnej po prostu wstali i wyszli. I już nie wrócili. Nadal nie wiem, co się z nimi wszystkimi stało. Nigdzie nie było nawet ciał, żadnej krwi, nic.