Variabler
Tereny Variabler => Las => Wątek zaczęty przez: Alan w Listopad 01, 2013, 13:50:52
-
(http://ranpict.com/wp-content/uploads/2013/04/Nature-Autumn-Season-Wallpaper.jpg)
-
Wszedłem, czkając na Alyss.
-
Weszłam spoglądając na otoczenie.
-
-To... co robimy?
-
-Możemy iść, albo...Nie wiem-oświadczyłam.
-
-Bardzo ciekawe zajęcia. No to może pogadamy?
-
-Oooo...To dobry pomysł-uśmiechnełam się.
-
-Taaa... Tylko o czym...
______________________
Sorki, że tak długo, ale oblałem się jogurtem, sama wiesz, czemu...xD
-
-O czymkolwiek.
xD
Ja oblewam nie siebie tylko kompa... ::)
-
-Hmm... Okej, mam. Jakie jest twoje ulubione zwierzę prócz pantery? - spytałem takim tonem, jakbym żądał przyznania się do morderstwa.
-
__________________
Spadam --> Ian lezie.
-
-Trudne...Wszystkie koty.
Szpoko.
-
-Ok... Nie mam więcej pytań. - skapitulowałem.
-
-Cóż, ja mam pytanko? Jaki kolor lubisz?-spytałam, przede wszystkim jakby to była bardzo poważna sprawa.
-
-Czarny. Szary. Brązowy. Biały. Spytaj mnie za dwa dni, to pewnie powiem, że beżowy. To mi się zmienia z dnia na dzień. A twój?
-
Patrzyłam w dół żeby w razie czego się nie potknąć.
-Kobaltowy niebieski i złoty w odcieniu starych, pirackich monet.
-
Zamyśliłem się.
-Kobaltowy też lubię. A żółty to bardziej taki - wskazałem na swoje oczy i złote zapinki na ubraniu. -Chyba, że to taki sam. (xD)
-
-Bardzo podobny-uśmiechnęłam się podnosząc wzrok na chwilę a potem spuszczając go prędko. I w samą porę bo przed moimi nogami pojawił się korzeń ominęłam go z rozbawieniem.
-
Uśmiechnąłem się i przekroczyłem jakieś zwalone drzewo.
-
-Niemożliwe że jeszcze nie leżę na ziemi...-westchnełam.
-
-Taka z ciebie niezdara? - spytałem, patrząc na Alyss i uśmiechając się lekko.
-
-Nawet większa niż sobie wyobrażasz- uśmiechnęłam się.-Widzisz kogoś kto jest ekspertem w potykaniu.
-
-A ty kogoś, kto jest nie z wyboru aspołeczny. - westchnąłem. -Widać mam takiego pecha, że ludzie uciekają, ilekroć się zbliżę.
-
-Ha! Widzisz mam podobnie...Tylko to chyba dlatego że albo na kogoś wpadam albo zamęczam go gadaniem.
-
-Z tym gadaniem to faktycznie. - zażartowałem. -Ale wierz mi, z takim wyglądem, jak byś na kogoś wpadła, to raczej napewno by nie uciekł.
-
Uniosłam brwi uśmiechając się.
-Dopóki nie spojrzy na oczy.-westchnełam ciężko- Zależnie od nastroju są albo zielone albo niemal czarne.
To się akurat zdarza na serio. Moja przyjaciółka ma takie oczy. Raz są takie intensywnie niebieskie a raz zielone.
-
-Moje tam wiecznie żółte. A ludzie nie ufają żółtookim, bo im się kojarzą z drapieżnikiem.
-
-Widać mamy podobny problem-uśmiechnęłam się ciepło.
-
-Taa, podobny... - mruknąłem, pochmurniejąc.
-
Chwilę szłam milcząc. No i stało się, zamyślona potknęłam się kolejny wystający kamień. Parsknęłam śmiechem łapiąc równowagę.
-
-W porządku? - spytałem, patrząc na Alyss, po czym odwróciłem wzrok.
-
-Przyzwyczaiłam się.-odetchnęłam z ulgą.
-
Przed nami leżało zwalone drzewo, grube i stare. Wszedłem na nie, aby ześć z drugiej strony, przy okazji mało się nie zabijając.
-
Uniosłam głowę spoglądając na drzewo i jęknęłam.
-
Zeskoczyłem z drugiej strony. Tylko cudem nie ugięły się pode mną nogi, bo byłbym padł twarzą na ziemię.
-Pomóc? - spytałem, lustrując wzrokiem drzewo. Długie.
-
-Poczekaj. Coś wymyśle- zmarszczyłam brwi w komiczny sposób.
-
-Jak chcesz. - odparłem, rozglądając się.
-
Westchnełam ciężko.
-Ok. Nie poradzę sobie-spojrzałam na niego.
-
Przewróciłem oczami i wyciągnąłem rękę nad pniem.
-
Złapałam rękę wspinając się.
-
_________________________
W tym momencie nie wiem, co napisać... ._.
-
Możesz mnie zwalić, zwalić siebie, nas oboje, zacząć się głupio śmiać...Możliwości jest wiele. Możesz nas czymś zaatakować.
-
Pociągnąłem Alyss za rękę, do przodu.
-
Wspięłam się na górę, pozostało zejście na dół.
-
Pociągnąłem ją za rękę jeszcze raz.
-No ruchy... (xD)
-
-Bardzo śmieszne-burknełam wolno złażąc na dół.
-
Przewróciłem oczami i pociągnąłem jeszcze raz, aby spadła. (xD)
-
Zwaliłam się na dół.
-Hej, a co to miało być?-prychnełam z ziemi.
-
Złapałem Alyss tuż przed tym, jak uderzyła o ziemię i postawiłem na nogi.
-Ale co? - zamrugałem niewinnie.
-
Prychnęłam unosząc brwi. Oczy zrobiły się bardziej zielone.
-
-Idziemy? - przewróciłem oczami.
________________________
A co znaczą zielone? xD
-
-Tak jest, kapitanie-uśmiechnęłam się wesoło.
To chyba łatwe
zielone: dobre nastroje
czarne: gorsze nastroje
-
Ruszyłem dalej.
_____________________
xD
-
Poszłam za nim, znów wbijając wzrok w podłoże.
-
-Coś się stało? - spytałem, marszcząc brwi. -Prócz tego, że cię zrzuciłem z drzewa? - dodałem.
-
-Eeeee...Co?-spytałam nieco nieprzytomnie.-Nie nic. Nie chcę się wywalić.
-
Pokręciłem głową, unosząc brwi.
-Zostawić cię samą w lesie, to było by morderstwo.
-
-Kiedyś wpadłam też przez barierkę do jeziora-mruknęłam
-
-Poprawka: zostawić cię samą gdziekolwiek, to morderstwo.
-
-Bardzo śmieszne, bardzo śmieszne- przewróciłam oczami skręcając by nie wpaść na drzewo.
-
-Serio mówię. - wymamrotałem, zatrzymując się gwałtownie, o mało nie wpadając na drzewo.
-
-Najwyraźniej zarażam.-wyszczerzyłam się w uśmiechu.
-
-Zagapiłem się. - rzuciłem udawanie gniewne spojrzenie Alyss. -Za bardzo zwracasz uwagę.
-
-Twoją uwagę-zaznaczyłam.-Ja normalnie nie zwracam uwagi. Chyba że akurat wpadam do jeziora albo spadam z klifu. Co też mi się zdarzyło.
-
-Tak, ale w tym rejonie jestem tylko ja. No i ty.
-
-Dobrzez że jesteś. Inaczej pewnie zaczęłabym gadać do drzew. Ale prędzej zabiłabym się poślizgnąwszy na liściu.
-
-Taa. Dobrze, że ty jesteś, bo inaczej zmieniłbym się w posąg przedstawiający zamyślonego trupa.
-
-Oboje korzystamy.-mruknęłam.
-
-Nom. - mruknąłem i ominąłem krzak.
-
Znowu się zamyśliłam.
-
Odgarnąłem włosy, żeby widzieć drogę.
-
Szłam dalej nawet się nie potykając.
-
-Co, koniec pytań?
-
-Nie mam pomysłów-westchnęłam.-Możesz ty pytać.
-
-Yyy... Twój ulubiony kwiat?
-
-Eeee...Dobra, przyznam że się nie spodziewałam. Chyba kwiaty wiśni-odparłam.
-
-Ulubiony kamień szlachetny?
-
-Akwamaryn.-tym razem odpowiedziałam szybciej.
-
-Jakieś hobby? (xD)
-
-Oprócz przewracania się? To lubię...Rysować, czytać...Słuchać-uśmiechnęłam się lekko.
-
-Słuchać? Czego?
-
-Hah...Muzyki, natury, ciebie-spojrzałam w ziemię.
-
-Heh, zobaczysz, jak tylko ktoś nowy tu dołączy, zaraz o mnie zapomnisz. - mruknąłem, przewracając oczami. -Jak można lubić słuchać kogoś, kto jak nie ględzi, to ci wywierci dziurę w brzuchu? - uniosłem oczy do nieba.
-
-Najwyraźniej jestem dziwna...-uśmiechnęłam się do niego.
-
Również się uśmiechnąłem.
-Skończyły mi się pytania. Może ty masz jakieś?
-
-Ja też nie...Noooo-zaczełam się zastanawiać.
-
Spojrzałem na Alyss.
-
-Ummm...Ulubiony zapach? Tak zapach...-spojrzałam na niego.
-
-Drzewo sandałowe, świeża trawa, czarny fiołek. - uśmiechnąłem się.
-
Uśmiechnęłam się lekko.
-
-A twój? - spojrzałem na nią
-
-Chyba zapach pomarańczy i bzu. No i tak jak twój trawy.
-
-Jeszcze jakieś pytania?
-
Pokręciłam głową.
-
-Ja też nie mam.
-
-Ech...
-
Przez dłuższą chwilę patrzyłem na Alyss.
-Jesteś sierżantem. - mruknąłem w końcu.
-
-Nooo...Dobra-uśmiechnęłam się.
-
-A co, nie chcesz?
-
-Niee...Tylko...-mruknęłam.
Wziąłes ją z zaskoczenia.
-
Uśmiechnąłem się lekko drwiąco.
_____________________
xD
-
Westchnęłam.
-
-Tylko?
-
-Nic.
A teraz...Jest noc. Oboje siedzimy w lesie, więc...gdzie jest psychopata z maczetą?
-
Przewróciłem oczami.
_________________-________
Eee... kto? xD
-
Spojrzałam w niebo.
No wiesz, w horrorach zazwyczaj jest jakiś psychopata w lesie. Nocą...xD
-
______________
Albo wilkołak...xD
-
Nooo...xD
Zmierzch!
-
____________________________
xD
-
Odpisuj!
Będę pisać wolno bo głupia małpa (my sister) wlazła...;-;
-
-Co robimy?
-
-Nie mam pomysłów-westchnęłam.
-
-Ja też nie.
-
-To mamy problem-odezwałam się rozglądając.
-
-Nom...
_____________
Może nas co napadnie?
-
Jestę za.
-
__________________________
Ok, ale jutro, bo na tablecie cie wyrabiam
-
Spoko.
-
_________________
Czyli co nas atakuje? ._.
-
Może być cokolwiek.
A teraz pytanie, Co Alyss ma odgrywać:
-Damę w opresji (śmieje się)
-Potrafiąca o siebie zadbać (śmieje się jeszcze bardziej)
-
______________________________________
Ekhm... Co tylko ci się żywnie podoba ._.
Może odgrywać nawet krokodyla ._.
-
Ewidentnie... Dobra atakuj.
-
_________________________
No, ale czym?
-
Nie wiem...Przerosnięty wilk.
-
______________________
Ok, ale zaraz, brzuch mnie strasznie boli...
Z/w
-
Spoko...
-
_______________________
Ok, jestem...
Chwilka, tylko coś wymyślę.
-
Yup!
-
Gdzieś w zaroślach rozległ się cichy pomruk, bardziej warczenie.
-
Rozejrzałam się zdziwiona.
-
Zmarszczyłem brwi i odwróciłem się w stronę dźwięku. Nagle z krzaków wyskoczyło... No właśnie. Nie miałem pojęcia, co to było. Było wielkości grizzly, jak nie większe. Było czarne, lub ciemne, nie było do końca widać koloru. Wyglądało jak ogromny wilk, większy, grubszy i groźniejszy. Odsłoniłem nieco zęby, kły mi się wydłużyły, warknąłem. Zwierzę ryknęło i przygotowało się do skoku. Zasłoniłem Alyss sobą, przykucając jak drapieżnik.
-
Spojrzałam na wilka mrugając. Delikatnie mówiąc zamurowało mnie. Chodzilo mi o to że to był wilk. Bałam się cih. Nawet nie wiem dlaczego.
-
______________________________
Mam pomyślika ;D
Ale teraz znikam, zaraz wracam
-
Spoko.
-
Wilk, wciąż gardłowo warcząc, ruszył w naszym kierunku.
_____________________
Jestem, łykłem tabletkę.
-
Nadal stałam tak gapiąc się tylko niezdolna poruszyć.
xD
Ja taką reakcję jak Alyss mam na widok pająka. Dodatkowo wypuszczam wszystko co trzymam.
-
Warknąłem głośniej i wyprostowałem się, zmieniając się w wilka. Basior tylko odsłonił kły.
-
________________________________
Ja tam uciekam, gdzie pieprz rośnie...xD
-
Świetnie dwa wilki. Zamrugałam jeszcze raz.
xD
-
Nagle dotarło do mnie echo myśli basiora. Zamrugałem ogłupiały.
I czego się gapisz?
Kim...Kim ty jesteś?, spytałem, po czym zacząłem przeszukiwać jego umysł. Basior skrzywił się, ale nic nie powiedział.
-
Nadal mrugałam. Wyglądałam jakbym
a)za dużo wypiła
b) to co piłam to nie była herbatka
-
Mógłbyś się zmienić w człowieka? Nie jest wygodnie tak rozmawiać.
Chwilowo... Nie bardzo. Basior zerknął za siebie.
Nie będziemy mogli się komunikować, zauważyłem. Ja się zmieniam.
No dobra... Wilk zamknął oczy i zmienił się w człowieka. Również się zmieniłem.
-
Odprężyłam się. Oparłam sie o drzewo.
-
-Narek jestem... - mruknął do Alyss, zerkając na mnie. -...Miło mi... Alanie...
-Mnie też. - spojrzałem na niego.
-
-Alyss-mruknelam.
-
-Miło mi...
-Czego szukasz na moich terenach? - przerwałem mu.
-
____________________________
Alyss, będę znikał (Narek też...xD) jak murzyn na pasach, bo trza w końcu lekcje odrobić...
-
Spoko.
-
Spojrzałam w górę.
-
Mruknąłem coś.
-
Spojrzałam na Alana.
-
-No? - spytałem, gdy Narek dalej milczał.
-
Przeniosłam wzrok na drugiego.
-
Narek wzruszył ramionami, widocznie nieskory do wyjaśnień.
Nie zmuszałem go.
-
Westchnełam. Spuściłam wzrok.
-
-Muszę iść... - mruknął Narek, szybko wychodząc.
-
Uniosłam brwi.
-
Popatrzyłem tylko za nim.
-
Westchnęłam.
-
-Co robimy?
-
-Cokolwiek-westchnęłam.
-
-Czyyyyli?
-
-Nieee wieeem-jeknelam.
-
-No, ja też...
-
Zamyśliłam się.
-
-I jak?
-
-Nadal nie wiem.-westchnełam.
-
-Ech...
-
-Może nad rzekę?-spytalam. Ups...Woda. Możemy mieć nadzieję że nie wpadnę.
-
-Ok. To chodź. - wyszedłem powoli.
-
Wyszłam.