Variabler
Mieszkania => Dom Alyss => Wątek zaczęty przez: Alyss w Listopad 04, 2013, 20:39:13
-
(http://cdn.wnetrzarium.net/media/catalog/cache/60KkDYRSU%252FdLBH0h3u%252BipOsOfM0%252BgA1nQ7MzcsXK%252FcQNqvThpvgDnUY5%252BT%252Fb/japonski-salon.jpg)
-
Weszłam do środka. Jakoś się o nic nie potknęłam. (MAGIA!)
-
Wszedłem za Alyss.
-Niezły gust.
-
Uśmiechnęłam się.
-Dzięki tym poduszkom nawet miękkie lądowanie.
-
-Heh, no tak.
-
Przysiadłam na poduszce obok stolika podwijając nogi pod siebie.
-
Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
-
Spojrzałam na niego. Poklepałam poduszkę obok.
-Siadaj.
-
Usiadłem we wskazanym miejscu.
______________________
Lecę, pa.
-
Usmiechnelam się.
Bayki.
-
Rozejrzałem się.
-
-No to co robimy?
-
-Nie wiem.
-
Jęknełam rozkładając się na stole.
-
-Nie łam się. Zawsze możemy pograć w karty. - pomachałem jej przed nosem paczką.
-
Rozjaśniłam się unosząc glowę.
-
-Gramy?
-
-W co?
-
-Eee... A w co umiesz? Ja tylko w wojnę, makao, pasjansa i pokera.
-
-W...Wojnę, pokera...-zmarszczyłam brwi-Szczerze mówiąc tak trochę ciężko bo nie pamiętam nic co się stało przed dwunastym rokiem życia. Tyle fajnych wspomnień. Chyba.
-
-To może wojna?
-
-Dobra.
-
Rozłożyłem karty, dzieląc je na dwa.
-
Obserwowałam go.
-
Podałem połowę kart Alyss.
-
Westchnęłam.
-
-Co?
-
-Nic.-mruknęłam.
-
-To czego wzdychasz?
-
-Eeee...Bo...Ten...-zaplątałam się. Po chwili uświadomiłam sobie straszną prawdę-Nie wiem.
-
Uniosłem tylko brwi.
-
-A ty po co to brwi tak do góry-odgryzłam się. Unosząc przy tym jedną brew. Uśmiechnęłam się.
-
Przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się.
-
Uśmiechnęłam się.
-
-Gramy?
-
-Nooo...
-
Po pięciu minutach rzuciłem karty na ziemię.
-Nie chce mi się grać...
-
-Jaka cierpliwość-prychnęłam. Pozostawiając rozpłaszczanie się na stole wstałam. Wspięłam się na palce z trudem dosięgając czegoś na najwyższej półce.
-
Podniosłem oczy.
-Pomóc ci?
-
Dosięgnęłam tyle że znów prawie się wyrżnęłam.
-Udało się-wyszczerzyłam się.
-
Przewróciłem oczami.
-Ta, sukces.
-
Przewróciłam oczami. Podałam mu coś w rodzaju kota z bursztynu.
-Opisz mi to-mruknełam siadając z powrotem.
-
Wziąłem figurkę.
-To znaczy?
-
-Powiedz co widzisz, jaka jest w dotyku, jak pachnie czy coś takiego.-powiedziałam.
-
Uniosłem brew.
-No... Jest gładka... - zamknąłem oczy i wciągnąłem powietrze, węsząc. Przekalkulowałem zapachy, wyłowiłem ten od figurki, resztę odcedziłem. -...Pachnie bursztynem... - zmarszczyłem brwi, nie otwierając oczu. -...i czymś jeszcze... ale nie wiem, czym.
-
Spojrzałam na niego błyszczącymi oczami.
-Noo...
-
Zerknąłem na nią z lekkim niepokojem.
-Wszystko w porządku?
-
-Tia. No ewentualnie mogę mieć gorączkę ale to szczegół-uśmiechnełam się.-Ta gra którą przed chwilą rozpocząłeś jest uspokajająca. Nawet bardzo. Bo zaczynasz się skupiać na szczegółach, zapominasz o wszystkim innym.
-
Przez chwilę milczałem.
-Albo to jest coś trudnego do pojęcia, albo jestem kompletnym matołem. - orzekłem w końcu.
-
-Uhm...To pierwsze szybciej-westchnełam.
-
-Dobra, od początku. Jaka gra? Przez chwilę bałem się, że oślepłaś, perkele!
-
Prychnełam.
-To byłoby dziwne...Bardzo dziwne. Ale wracając. Gra czyli opisywanie. Dam ci cokolwiek do ręki a ty masz to opisać. Zaczynasz się skupiać.
-
-Yyy... - mruknąłem tylko.
-
-Nooo...Odezwij się. Powiedz że to głupie czy coś. Jak na razie wszyscy tak reagowali.-uśmiechnęłam się.
-
-Głupie nie, tylko trudne do ogarnięcia dla niektórych głąbów. - przewróciłem oczami.
-
Wyjrzałam przez okno. Przysiadłam na szafce. Spojrzała na Alana spokojnie, nieco zamyślonym wzrokiem.
-
Przypomniałem sobie coś.
-Wszyscy? Co za wszyscy?
-
-Jestem bardzo gadatliwą osóbka potrzebującą towarzystwa. To że inni mnie nie lubią jakoś nie przeszkadza mi-mruknełam ale jakby na przekór tych słów przez moją twarz przemknął się cień.
-
Uniosłem brwi.
-Mogę uwierzyć, że potrafisz się zabić liściem, ale w to, że nikt cię nie lubił, nie uwierzę.
-
-Cóż tu się mylisz. Jakoś tak nie wzbudzam sympatii. I jakoś tak przez to nie lubię siebie. Nikogo nie winię bo to przecież moja wina.-westchnęłam ciężko.
-
-Błagam cię. Ciebie nikt nie lubił? To spójrz na mnie. Dziwadło o rudych włosach, żółtych oczach, blade jak trup, i jeszcze gadające w trzydziestu językach.
-
-W trzydziestu?-zainteresowałam się.-I tak mnie nikt nie lubił. Kto lubi gadatliwe potworki o czarnych włosach które mają dwukolorowe oczy i osobowosć godną chochlika.
-
-Taa, w trzydziestu. Może mniej. - uśmiechnąłem się wszystkimi zębami, jak wilk. -Dziwadła o rudych włosach, żółtych oczach, blade jak trupy, i jeszcze gadające w trzydziestu językach.
-
Uśmiechnęłam się.
-
-Uhm. Co robimy?
-
-Wymyśl coś. -mruknęłam.
-
-Czemu ja? - jęknąłem.
-
-Bo tak.
z/w ide na strych pranie rozwieszać. Możesz zaciągnąć gdzieś Alyss
-
Zazgrzytałem zębami. Wstałem.
-Dobra, muszę zanieść Vestacko i Ledzie jakieś dokumenty, idziesz ze mną?
_________________
Lecę, do kościoła trza iść >.<
Vestacko to król Wody, Leda - królowa Lodu.
-
-Dobra-mruknęłam z uśmiechem.
Bayki
-
-Chodź. - wyszedłem, czekając na Alyss.
-
Wyszłam.